Kongo (DRK) 2018

      „ROWEREM I PIESZO
      PRZEZ ZIELONE KONGO”

      To już dziś! Wyjeżdżam! Dziś pociągiem z Poznania, a jutro bladym świtem samolotem z Warszawy do Paryża i Kinszasy.
      Co kilka dni postaram się wysyłać smsa z moimi współrzędnymi oraz kilka słów. Moja druga połowa będzie tu je zamieszczać wraz z mapką, którą załączam.

      Przy tej okazji jeszcze raz gorąco dziękuję wszystkim prywatnym osobom, którzy pomogli mi w tym trudnym i kosztownym wyjeździe. Bez Dziękuję Wam za wszystkie wpłaty, za udzielone rabaty i extra fuchy .

      Pozdrawiam gorąco ekipę sklepu Woda Góry Las, a w szczególności Kasię (Katarzyna Maria Siekierzyńska).

      Szczególne podziękowania dla właściciela sklepu „Go HD” z Luboniu (https://www.gohd.pl), który dosłownie rzutem na taśmę (wczoraj) wypożyczył mi najnowszy model kamerki GoPro (6), która wymiata aż miło!

      Ostatnie dni to ogrom spraw do załatwienia, które nie były związane z wyprawą, ale musiałem je dopiąć, żeby móc spokojnie wyjechać. Jestem tym wszystkim wykończony. Ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że właśnie zaczyna się życiowa przygoda… i w związku z tym należy się już tylko cieszyć!

      Żałuję, że nie będę śledził naszych na K2. Fajnie by było tez zobaczyć zimową olimpiadę, lub choćby ostatni konkurs TCS w Bischofshofen No ale cóż, dość siedzenia przed telewizorem, trzeba wreszcie przeżyć coś samemu.

      Ściskam Was!
      Dominik

      (4 stycznia 2018)

      WESPRZYJ TĘ WYPRAWĘ!

      zrzutka-pl-3-2

      UWAGA!!! 10% z zebranych środków przeznaczam na projekt pomocowy „Z dżungli na studia” – Pierrette własnie zaczyna nowy rok akademicki i bardzo potrzebuje wsparcia!

       

       

       

      Przede mną wyprawa, która (jeśli się powiedzie) będzie zwieńczeniem mojej dotychczasowej eksploracji afrykańskich lasów deszczowych. Zaplanowałem większy rozmach – będę miał do przejścia trzy razy dłuższy odcinek w dżungli, niż poprzednim razem. Nikt do tej pory się na to nie zdobył*. Czy zatem uda mi się to? Wierzę, że tak, bo mam już niezbędne doświadczenie – będę lepiej przygotowany, co umożliwi mi sprawniejsze funkcjonowanie w tym niezwykłym środowisku. Tym razem wyjeżdżam na dłużej i nie ograniczę się wyłącznie do marszu. Wzbogaciłem wyprawę o dwa dodatkoweetapy – dojazd rowerem na miejsce startu oraz spływ rzeką Lokoro na sam koniec. Oczywiście będę miał przy sobie kamerę i nie zawaham się jej użyć, a zapas gigabajtów na kartach pamięci pozwoli mi zmontować ciekawy materiał.

      Kongo www a

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

       

      termin: styczeń 2018

      czas: 60 dni

      miejsce: Demokratyczna Republika Konga

      Flag_of_the_Democratic_Republic_of_the_Congo

       

       

       

      Głównym celem wyprawy jest samotne przejście na przełaj Parku Narodowego Salonga.

      Wyprawa będzie składać się z trzech etapów:

      1. Rowerem z Kisangani do granic PN Salonga
        Czyli „dojazdówka” – gruntowymi drogami do granic PN Salonga, 550 km, ok. 7 dni.
        Fajnie będzie przejechać się rowerem, ale chcę znaleźć się jak najszybciej na starcie etapu pieszego.
        Więc jeśli uda mi się podjechać okazją, to wrzucę rower na pakę.
      1. Pieszo przez Park Narodowy Salonga
        To najważniejsza część wyprawy. Salonga to największy obszar chroniony lasów deszczowych w Afryce i drugi na świecie. Plan zakłada przejście całego Parku (obie części) w poprzek – z północnego wschodu na południowy zachód, samotnie, bez żadnego wsparcia.
        Plan minimum to  przejście ok. 230 km w linii prostej – do miejsca, gdzie rzeka Lokoro zaczyna być spławna.
        W praktyce liczę się z przejściem ok. 300 km, co zajmie mi ok. 30 dni.
        .
      2. Spływ rzeką Lokoro do jeziora Mai-Ndombe
        450 km malowniczą rzeką, płynącą przez rozległą bagienną dżunglę,
        której brzegi zamieszkują odcięte od świata małe społeczności
        miejscowych rybaków. Plan zakłada rozpoczęcie spływu jeszcze na terenie Parku, lub w okolicach jego granicy. W ciągu kilku dni mam zamiar dopłynąć do miasteczka Lokolama, gdzie będą na mnie czekać dwaj koledzy – Michał i Maciej. Dalej popłyniemy razem, a spływ zajmie nam ok. 18 dni.


       

      Park Narodowy Salonga składa się z dwóch części – Północnej i Południowej, których łączna powierzchnia wynosi 36000 km².  Czyni go to największym obszarem chronionym deszczowych lasów równikowych w Afryce i drugi na świecie. Od 1984 roku jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO za sprawą niezwykłej bioróżnorodności. Z dużych ssaków występują tu szympansy bonobo, będące pod ścisłą ochroną. To jedyne naczelne występujące na południe od rzeki Kongo (powyżej żyją szympansy „zwykle” i goryle) i wyłącznie na terenie Demokratycznej Republiki Kongo. Niestety są przysmakiem miejscowych, więc grozi im całkowite wyginięcie.

       

      EKWIPUNEK NA WYPRAWĘ
      czyli czego nie zabrać, aby było lżej

      Ekwipunek ma mi pozwolić na realizację najważniejszego celu wyprawy, jakim jest samotne przejście 300 km w linii prostej lasu deszczowego na przełaj bez ścieżek. Szacuję, że zadanie to zajmie nie więcej niż 30 dni. Kluczowym kryterium doboru sprzętu jest oczywiście waga. Podczas ostatniej wyprawy ekwipunek ważył 17 kg + woda i to, co miałem na sobie i przy sobie (a nie w plecaku). Aby osiągnąć taki wynik musiałem zrezygnować z przedmiotów, które dają komfort, ale nie są niezbędne, jak np. ręcznik, śpiwór, czy karimata.
      Teraz będę musiał zabrać więcej jedzenia – o ok. 30%. Zatem szacuję, że waga plecaka wzrośnie do 20-22 kg. Taką liczbę uważam za graniczną dla siebie, tzn. to maksymalne obciążenie, które pozwoli mi na sprawne poruszanie się po lesie.
      Plecak
      Dwukrotnie używałem nosidła camel w połączeniu z nieprzemakalnym workiem transportowym crosso. Komplet z workiem o pojemności 60 l waży ok. 1800 g. Od trzech lat nosidło jest nie do dostania, gdyż polski producent wyprodukował tylko niewielką serię, a popytu specjalnie nie było.
      Nosidło było dość wygodne, a komplet całkowicie wodoszczelny, mogłem nawet pokonywać rzeki wpław pchając worek przed sobą lub nawet częściowo płynąc na nim. Wadą jest całkowita prostota worka – jak to worek, nie ma żadnych kieszeni, czy przegródek. Tym razem będę szedł z klasycznym plecakiem, a część ekwipunku zapakowana będzie dodatkowo w wodoszczelne worki z PCV.
      Buty
      To najważniejszy element ubrania, zasługujący na osobne omówienie. Buty, które miałem ostatnio, zdecydowanie nie sprawdziły się. Były niskie (za to lekkie) i przez to piszczele miałem obite/otarte przez gałęzie. Miałem stuptuty, ale szybko zsuwały mi się na kostki (zły model wybrałem). Poza tym, po dwóch dniach marszu w mokrych butach pojawiły się otarcia (musiałem unikać przejść przez bagna i strumienie, co spowalniało marsz). Teraz będę szedł w wysokich , ale lekkich i szybkoschnących Maindle’ach (Jungle Boot). Aby uniknąć otarć będę chodzić w skarpetach neoprenowych. To patent Mike’a Horna, który miał jednak niskie sportowe buty, a dodatkowo zrobił dziurki w podeszwie, aby nadmiar wody skuteczniej odpływał w trakcie chodzenia.
      Ubranie

      • 2 pary spodni – lekkich turystycznych, z syntetycznego materiału. Ostatnio miałem takie i sprawdziły się doskonale (szybko schły, nie podarły się). Waga dwóch par – 300 g.
      • Koszula z długim rękawem – właściwości podobne jak spodnie, doskonale sprawdziła się taka. Dokupiłem drugą – podobną. Waga dwóch koszul – 250 g.
      • Płaszcz przeciwdeszczowy – mam taki, co prawda ostatnio mi się nie przydał, ale byłem w porze suchej. Teraz będzie więcej deszczu. Waży 300 g.
      • Rękawice – podobnie jak długie rękawy w koszuli, są niezbędne, żeby się nadmiernie nie poodzierać (każda rana w tropikach to ryzyko zakażenia). Ostatnio miałem zwyczajne wojskowe, tego typu. Chroniły mnie w podstawowym zakresie, choć z łatwością wszedłby w nie większy kolec. Tym razem będę miał takie.

      Sekator/maczeta

      • Sekator – jego zalety opisałem tutaj. Jedynie w terenach bagiennych, gdzie jest dużo kolczastych i suchych kłączy bardziej przyda mi się maczeta.
      • Maczeta służyć mi będzie przede wszystkim do rąbania drewna na ognisko (w dżungli na rozpałkę nadaje się tylko drewno wydłubane ze środka grubych konarów wyglądających na suche). Sprawdził mi się model kupiony w sklepie Jula za 50 zł. Jest zdecydowanie krótsza od tradycyjnej, za to mieści się do plecaka i ma pochwę w komplecie. I jest lekka – 450 g. Do tego mała osełka – ok. 30 g.

      Filtrowanie i transport wody

      Ostatnio miałem ze sobą najmniejszy model filtra ceramicznego renomowanej firmy Katadyn. Jest lekki, ale filtrowanie wody zajmuje całkiem sporo czasu. Wodę do picia nosiłem w bidonie o pojemności 1 l upiętego do pasa biodrowego. Resztę wody nosiłem w plecaku, w worku tego typu. Tym razem chciałbym zabrać butelkę/bidon z filtrem, co wydaje mi się o niebo wygodniejsze. A zapas wody nieprzefiltrowanej nosić podobnie w plecaku, jak ostatnio.

      Jedzenie

      Przewiduję transport żywności z kraju jedynie na etap pieszy, na pozostałych etapach będę żywił się w wioskach, u miejscowych (o wiele ciekawiej i smaczniej). Co do wyboru składników i ich ilości bazuję na dotychczasowych doświadczeniach. To się sprawdziło, nie głodowałem. Jedyny problem do rozwiązania to sposób przechowywania żywności – odpowiednie pojemniki, aby nie rozsypało mi się to wszystko (miałem lekki bałagan).

      • Żywność liofilizowana na wieczór, np. jedna duża porcja firmy LYOFOOD, łącznie 30 porcji, łącznie z opakowaniami ok. 4000 g.
      • Kaszka mleczno-ryżowa na pozostałe posiłki (jest lekka, łatwa w przygotowaniu – wystarczy zmieszać z zimną wodą). Waga na 30 dni – ok. 4100 g.
      • Płatki owsiane błyskawiczne jako dodatek do kaszki – 1000 g.
      • Suszone owoce – 1000 g.

      Biwak

      • Tym razem będę spał na packrafcie, czyli pontonie, odwróconym do góry dnem. Do tego moskitiera i tarp. Pamiętając o doświadczeniach z poprzedniej wyprawy, najpewniej złamię się i zabiorę ze sobą lekki śpiwór syntetyczny. Niestety to aż 700 gram…
      • Ogień. Potrzebny do zagotowania 0,5 l wody, suszenie ciuchów i dla komfortu psychicznego (odstraszanie niechcianych zwierzątek). Rozpałka to ważny temat. Ostatnio traciłem mnóstwo czasu na rozpalanie ogniska. Starałem się naśladować miejscowych i używałem w tym celu kawałków dętki. Czuję, że rozsądniej będzie zabrać paliwko turystyczne w formie dropsów, a może małą butelkę alkoholu 99%. Pomyślałem też o styropianie – muszę przeprowadzić test. Oczywiście kluczowym jest stosunek wagi do efektu. Dętka ważyła 150 gram, wystarczyłby taki kawałek na cały wyjazd. Ale jestem skłonny nieść dwa razy tyle, przy lepszej skuteczności.
      • 3 zapalniczki, kilka zapałek sztormowych (awaryjnie). 50 g.
      • Naczynie w formie jednego kubka ze stali nierdzewnej o pojemności 0,6 l z pokrywką w zupełności wystarczy. Ok. 70 g.
      • Duża stołowa łyżka z aluminium (złamałem już kilka plastikowych) – 25 g.

      Apteczka

      Mam wrażenie, że do tej pory traktowałem ten temat nieco po macoszemu. Teraz chcę się przygotować solidniej. Ale bez przesady – waga apteczki nie może przekraczać 300 gram. Do tej pory zabierałem (oprócz opatrunków – plastry i bandaże) octanisept, maść antybiotykową, uniwersalny antybiotyk na infekcje (np. Augmentin – 2 opakowania), smecta, nifuroksazyd, tabletki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe, no i oczywiście Malarone. Teraz dołączę na wszelki wypadek igłę i nici chirurgiczne, może coś jeszcze.

      Elektronika

      • GPS – bez tego ani rusz. Doskonale sprawdził się Garmin eTrex 30. Muszę mieć dwa, bo jak jeden zepsuje się (to się zdarza), to będę zgubiony (dosłownie!). Kupiłem więc używany eTrex Vista HCx. Waga obu bez baterii to 150 g. Bezpieczny zapas baterii AA (trackowanie non stop podczas marszu) ważyć będzie ok. 550 g (3 dni na jednym komplecie 2 paluszków alkalicznych/aku).
      • Telefon satelitarny. Tym razem będzie to Iridium, model 9505a. Używać go będę raz na kilka dni, do komunikacji z rodziną (sms z pozycją). Mam nadzieję, że nie będę musiał wzywać nim pomocy :) Nie biorę wygodnego lokalizatora SPOT, bo w Kongu nie działa (sprawdziłem w 2015 r.).
      • Latarka czołowa – razem z zapasem baterii AAA ważyć będzie ok. 200 g.
      • Sprzęt foto/wideo. Tu kompromis pomiędzy niską wagą, a realizacją dobrego materiału wideo jest trudny do osiągnięcia. Tak jak poprzednio, zabiorę mojego bezlusterkowca – Olympus OM-D E-M5 Mark II. Kręci doskonałe filmy, ma odchylany ekran do selfie (samotna wyprawa tego wymaga), jest uszczelniony i solidny. Waży niestety sporo, bo 615 g z podstawowym obiektywem i zapasową baterią. Miałem jednak problem z filmowaniem podczas marszu – przy filmowaniu kadr jest wyraźnie węższy, aparat nie wykorzystuje całego kąta ogniskowej. Aby uzyskać naprawdę szeroki kąt (przydatny przy filmowaniu w akcji) potrzebny byłby dodatkowy obiektyw szerokokątny. Najlżejszy i najtańszy waży 155 g i kosztuje 2500 zł. Z kolei najnowszy model GoPro to 100 g i 2400 zł. Więc chyba pójdę w tę stronę.

      Packraft

      To mały ponton ekspedycyjny, którego najważniejszymi cechami jest bardzo niska waga przy jednoczesnym możliwie trwałym materiale. Oprócz końcowego etapu spływu będzie mi służyć podczas etapu pieszego do pokonywania szerszych rzek. Będzie to też opcja awaryjna – w razie jakiejś sytuacji uniemożliwiającej mi dalszy marsz, spłynę nim pierwszą napotkaną rzeką aż do siedzib ludzkich.

      Najbardziej znaną marką jest Alpacka. Ale ja zakupiłem jej niemiecki odpowiednik. Każdy z nich waży mniej niż 2 kg. Do tego składane wiosło – 1 kg. Pacraft ma jeszcze dodatkową funkcję – obrócony do góry dnem jest całkiem wygodnym łóżkiem!

      Inne

      • mały nóż (Mora Knife) – 100 g
      • Kompas – 15 g.
      • Szczoteczka i pasta do zębów, mydło w płynie – 60 g
      • zestaw naprawczy – igła, mocne nici, naparstek, klej, łatki, taśma szara – 150 g
      • Pojemniki – różne rodzaje, do przechowywania – nie wiem dokładnie, ale pewnie wyjdzie tego ok. 500 g.

       

      *  Co prawda Mike Horn podczas swojej wyprawy
      wzdłuż równika przeszedł dłuższy odcinek w dżungli amazońskiej,
      ale przez Afrykę Równikową jechał na rowerze, ścieżkami,
      nieco powyżej równika, czyli daleko od Salongi.