Krótki przewodnik po Czadzie
Mało Czadu w Internecie! Mało. Trudno znaleźć coś aktualnego, informacji przydatnych dla podróżników brak.
Dlatego przysiedziałem i napisałem tutaj garść informacji praktycznych i szumnie je zatytułowałem „Krótkim przewodnikiem po Czadzie”. Na końcu przedstawiłem też naszą lipcową wyprawę korzystając z googlowych narzędzi.
Przy okazji nadmienię, że załadowałem na jutuba 15 minut filmu „Po prostu CZAD”.
Zapraszam!
Wernisaż w Krakowie
W imieniu Kasi Falkowskiej i swoim chciałbym zaprosić Wszystkich ciekawych Czadu na CZADOWY wieczór do Krakowa! W programie wernisaż fotografii „Twarze Czadu” wykonanych przez Kasię oraz projekcja mojego filmu z wyprawy „Po prostu CZAD” (XX etap „Afryka Nowaka”)
Już teraz zapraszam do obejrzenia 15-minutowego fragmentu filmu.
Po prostu CZAD
Dzielnica tubylcza w Fort Archambault. Domy bogatych Haussa zbdowane w stylu saharyjskim. Fot. K. Nowak 1936
Nigdy bym nie pomyślał, że wybiorę się na wakacje do Czadu, i to na rower. A tymczasem…
Trasę tej podróży wyznaczył Kazimierz Nowak, który przejeżdżał przez terytorium dzisiejszego Czadu podczas swej słynnej podróży przez Afrykę. Wówczas Czad było nazwą prowincji francuskiej kolonii o nazwie Francuska Afryka Równikowa. Nowak dotarł do Czadu od strony Republiki Środkowoafrykańskiej (wówczas prowincji Ubangi-Chari), osiągając z początkiem lutego 1936 r. miasto Fort Archambault (dzisiejsze Sahr). Biali w osadzie nie okazali się zbyt gościnni dla naszego rodaka, zatem w oczekiwaniu na pocztę, która miała nadejść za tydzień, Nowak postanowił wykorzystać ten czas na wycieczkę na północny wschód w okolice Jeziora Iro-It. Po powrocie rozpoczął przygotowania do dalszej drogi – w kierunku stolicy prowincji – Fort Lamy (dzisiejsza N’Dżamena).
Ja także wybieram się w te strony, a wyprawa ta będzie jednym z etapów Sztafety „Afryka Nowaka„. Będzie nas w sumie 5 osób. Wyruszamy 26 czerwca…
Contax – bezcenny przyjaciel Nowaka, czyli kolejny odcinek opowieści o powstawaniu nowego albumu Kazimierza Nowaka
Jest 6 października 1932 r. Kazimierz Nowak odbiera na poczcie w egipskim Assuanie niezwykle cenną przesyłkę:
Poczta była obfita – był kochany list nr 42 od Ciebie, list z poczty z Jerusalem, że nadeszła dla mnie druga przesyłka i co z nią mają zrobić, a trzecie – na kawiarnianym stole przede mną leży cacko Contax – choć jest dla mnie zawiłą jeszcze zagadką – i dużo godzin minie – zanim się odważę pierwsze zdjęcia zrobić.
Aparat Contax Nowak otrzymał na kredyt – od zaprzyjaźnionego z nim znanego poznańskiego fotografa i właściciela zakładu fotograficznego – Kazimierza Gregera. W tamtym czasie model aparatu, o którym mowa, był wielkim hitem. Contax, wyprodukowany i wprowadzony do sprzedaży w 1932 r. przez koncern Zeissa, stanowił drugi w historii (po Leice) dalmierzowy aparat na film 35mm, czyli tzw. małoobrazkowy. Dzięki temu jego rozmiary były niewielkie, a jedno załadowanie filmu pozwalało na wykonanie aż 36 zdjęć. Ci, którzy pamiętają erę fotografii analogowej wiedzą, że standard ten zdominował świat fotografii na cały XX wiek.
Zatem nasz podróżnik dysponował naprawdę nowoczesnym sprzętem fotograficznym. Zdawał sobie z tego sprawę, czym był niezwykle podekscytowany:
(7 X 1932) Wczoraj, po skończeniu gawędy, siedziałem w kawiarni aż zaczęli zamykać. Czytałem broszurkę od „Contaxu” – zaznajamiałem się z jego skomplikowaną aparaturą. Potem poszedłem do „Hotelu” i chciałem się przespać trochę ale żołądek i mrówki takie mikroskopijnie małe – zdrzemnąć ani nie dały. Zabrałem się zatem do mego „cacka” oh Maryś! – pomyśl – cały alfabet kółek, śrubek, hebelków, a broszurka tak niewyraźnie skreślona, że aż pot mię oblewał od wysiłku myśli.
(…)
Gdy szary świt rozjaśnił gwiezdny sufit mego pokoju (podwórka), umiałem już aparat otworzyć, zamknąć, naładować, nastawić, słowem: poznałem mego nowego przyjaciela. Szkoda tylko, że Tobie pokazać go nie mogę – a naprawdę cacko! Wykonanie przepiękne, praktyczne, w pięknym futerale, jedno tylko – trzeba stale mieć przy sobie, bo gdyby osoba postronna go dotknęła było by po aparacie. Bardzo, bardzo skomplikowany mechanizm.
(8 X 1932) Dziś pierwszą rolkę filmu założyłem do aparatu – Wszystko nic trudnego – znam już kamerę jak własną kieszeń. Zrobiłem dziś pierwsze 4. Zdjęcia próbne – jutro dokończę rolkę, a wieczór wywołam, nie masz pojęcia jaki ciekaw jestem rezultatu!
(9 X 1932) Zrobiłem 7 zdjęć „Contaxem”, jedno zwłaszcza jak się udało, ciekawe bardzo. Zrobiłem to zdjęcie leżąc na ziemi pod wózkiem i zdaje mi się ująłem sam wybuch miny – gdy olbrzymie złomy granitów sypią się wśród dymu.
Nowak utrzymywał rodzinę z honorariów za artykuły prasowe z podróży. Natomiast bieżące potrzeby pokrywał z pieniędzy zarobionych na sprzedaży zdjęć białym kolonistom. Dla Nowaka „kompaktowy” charakter aparatu oznaczał więc nowe możliwości zarobku.
(Juba, Sudan, 11 XII 1932) Czy wiesz Maryś Drogi ze ja już 6ty film mam w „Contaxie” – jeszcze 14 szpulek, ale te prędko miną! Tym bardziej, że chcę zacząć zarobkować Contaxem, a raczej już zacząłem pracować, zyskując w Khartum i w Malakal prawie ponad 4 funty, czyli ponad 120 zł. Mam zamiar wpaść do kopalni złota w Kongo – niedaleko granicy – silne osiedle włoskich górników kraj franka – może i zyskam, ale będę musiał sprowadzić filmy, żądając wysyłkę „par avion”. Oby tylko już stanąć gdzieś przez tygodni parę i popracować pilnie!
(Juba, Sudan, 7 I 1933) Zdjęcia coraz ładniejsze – aż po rękach ucałowałbym Gregera! To jeszcze jedyny najżyczliwszy mi człowiek! Mam już setki przeciekawych zdjęć, a negatywy w kieszeni zachować mogę – ot – szpulka jakby nici!
Wiemy także, że kilka miesięcy później Nowak zaopatrzył się w samowyzwalacz – tzw. autoknips. Z korespondencji do żony dowiadujemy się także, że używał żółtego filtru na obiektyw. Filtr ten uległ uszkodzeniu podczas podróży przez Kongo Belgijskie we wrześniu 1933 r. i Nowak prosi swoją żonę o przesłanie mu nowego (Jadotville, 2 X 1933):
Nie wiemy ile dokładnie zdjęć wykonał Nowak tym aparatem podczas podróży. Ale zachowało się ok.1600 opisów zdjęć, które wraz z negatywami załączał do wysyłanych do polski reportaży. Do dziś zachowała się duża część odbitek, wykonanych bądź przez autora bądź w czasach powojennych przez jego córkę – Elżbietę. Mamy także niewielką ilość negatywów (pociętych na pojedyncze klatki).
Tylko dzięki skrupulatnej pracy Kazimierza Nowaka, a także jego żony, która de facto pełniła funkcję szefa logistyki przedsięwzięcia w kraju, możliwe będzie dokładne podpisanie zdjęć w nowym albumie. Nie zabraknie tam także skanów oryginalnych źródeł, które dziś same w sobie stanowią cenną pamiątkę i świadectwo niezwykłej historii afrykańskiej podróży Kazimierza Nowaka.
Nowak w Jerozolimie? Czyli opowieść o podróży Kazimierza Nowaka przez Egipt (III odcinek bloga o powstawaniu nowego albumu o afrykańskiej podróży Kazimierza Nowaka)
Dzień dobry przede wszystkiem! – jak by napisał Kazimierz Nowak, w tytule listu do żony.
Ostatnio byliśmy wraz z Nowakiem w Libii, teraz udajemy się jego szlakiem do Egiptu. Jadąc na wschód wzdłuż wybrzeża Cyrenajki, nasz podróżnik dociera w końcu do granicy z Egiptem, którą przekracza 21 czerwca 1932 r. Spędził zatem w Libii 7 miesięcy.
Mało kto wie, że Nowak, przed podróżą w głąb Afryki, planował odwiedzić Ziemię Świętą. W tym celu udaje się z Kairu do nadgranicznej miejscowości Kantara, lecz tu spotyka go zawód:
Granica! – o! – żebyś Ty Maryś wiedziała co to za okropny wyraz dla człowieka, który nie rozporządza tysiącami, i który „pierwszą klasą” nie podróżuje! Miljon wiz, świadectw, poświadczeń, a w rezultacie stoję na granicy Jerozolimy – i co?
Aby przekroczyć granice Palestyny żądają: 10 funtów ang. gotówki – to jest około 400 zł, potem nową wizę i upoważnienie od rządu Palestyny na wjazd, na które czekać trzeba, a koszta wprost olbrzymie!
(Kair, 27 lipca 1932)
Ostatecznie Nowak zostaje zawrócony do Kairu i to pod eskortą żołnierza – koleją. Jest wściekły i rozżalony całą tą sytuacją i w kolejnych listach do żony nie pozostawia suchej nitki na tutejszych urzędnikach. Zwraca także uwagę na bezinteresowną pomoc ze strony napotkanego człowieka:
paszport został w urzędzie paszportowym.
Wiesz? Po raz pierwszy przykrość mi sprawiła pomoc szlachetnego człowieka! Ten Jack Balter, o którym już wspominałem, choć wiedział że mam 4. dolary i funta szterlinga – pokrył koszta podróży koleją, abym się nie wyzbył reszty grosza, bo w rozmowie zwierzyłem się z trudnego położenia. Niebyła to pomoc groszowa ale ponad funta – czyli około 40. zł – Pomyśl! Bandycki urząd paszportowy w Kantara wiedząc, że mam trochę grosza jeszcze, chciał mię zgolić, a wszelki opór wobec tej umundurowanej dziczy prowadzi do zakucia w kajdany – takie ciężkie – z grubym łańcuchem jak na niedźwiedzia. Zmuszono mię zatem do opłacenia także biletu dla policjanta, który mię konwojował. Zatem za mój bilet 27 piastrów, za polcj. 27 piastrów, za nadanie roweru, dorożkę ach! Pojęcia nie masz jaka mię wściekłość ogarniała! Tyle pieniędzy! A mój dobroczyńca to człowiek niebogaty wcale, ojciec rodziny, on zapłacić mi nie dał – choć chciałem! Zapłacił – papierosy na drogę kupił, dodawał otuchy, na duchu podnosił i cierpiał razem zemną, a gdy rozstawałem się – jak brata uściskał, łzę miał w oku! Człowiek ten widział moją nędzę, on pierwszy zrozumiał ciężar mego życia! I to Żyd Maryś, Żyd – innowierca, ten na którego w Polsce „parch” mówią. Gdy tylko kiedyś grosza trochę dorwę – zwrócę tą kwotę, choć on prosił, aby wcale o tem nie myśleć i gdy czasem chwila pozwoli – dać znak życia tylko!
(Kair, 29 lipca 1932)
W tej sytuacji pozostaje jechać wprost na południe. Podobnych sytuacji było więcej. Nowak nie miał sprecyzowanego planu na całą podróż. Wiemy, że zawsze myślał o dotarciu do Konga. Poza tym kierunek i sposób podróżowania wyznaczały mu na bieżąco zbierane informacje o możliwościach dalszej podróży. Jeszcze w Luksorze, gdy jego rower zaczął się poważnie psuć i wymagał nowych części, rozważał zmianę środka transportu na muła lub wielbłąda. Podobnie docierając na Przylądek Igielny planował ostatecznie zakończyć rowerową część podróży w Kapsztadzie, a stamtąd dotrzeć do farmy Wiśniewskich Gumuchab na osłach. Dalej liczył na możliwość rejsu rzeką Zambezi do Oceanu Indyjskiego i powrót drogą morską do kraju. Jednak przy braku odpowiednich środków finansowych rower okazywał się ostatecznym ratunkiem dającym możliwość powrotnej drogi. Ale wróćmy do Egiptu.
Nowak utrzymywał rodzinę w Polsce dzięki honorariom z artykułów. Jednak na bieżące wydatki związane z podróżą starał się zarabiać inaczej – wykonując zdjęcia napotkanym białym (czyli bogatym) ludziom. Robił także zdjęcia ciekawych miejsc i sprzedawał je jako pocztówki. W Egipcie fotografowanie starożytnych zabytków było utrudnione – wymagało bowiem opłacenia drogich pozwoleń, na które nasz reporter nie mógł sobie pozwolić. Ale jakoś sobie radził:
A po nabożeństwie poszedłem do miejscowego fotografa, wywołałem wczorajsze zdjęcia, że pięknie wypadły, więc dostałem chęci do dalszych zdjęć. Choć trudno tu ze zdjęciami, naród zepsuty i na kroku każdym wyciąga chciwe łapy po „bakszysz”, a że niemam pozwolenia na zdjęcia – więc trzeba ukradkiem przekradać się do miejść zakazanych. Zrobiłem najpierw zdjęcie tu w Luxor – ruiny starożytnej świątyni – a potem nabiłem klisze i z pełnemi kasetami przepłynęłem Nil, udając się do Teb.
Zrobiłem właściwie tylko jedno zdjęcie kolosalnych figur, (coś 16m wysokich) ale w trzech pozach – na jednem zdjęciu i ja jestem. O ile na obrazku potem będzie to co widziałem w matówce, niebędzie mi żal ani grosza ani trudy, jakim opłaciłem zdjęcie. Pomyśl – kolosalne te figury leżą na polu zalanem wylewem Nilu, a od drogi oddzielone głębokim rowem. Sam sobie rady dać niemogłem – nająłem robotnika po długich targach (za około 2 zł) i myśląc o „Ilustracji” ruszyłem w wodną pustynię. Ubranie moje i aparat oraz klisze niósł Fellach najęty na głowie, a ja tylko koszulę na głowę zarzuciłem i brnąłem za przewodnikiem. Nogi grzęzły w głębokim mule który dołem osiadł, kilka razy skaleczyłem stopę o ostre ściernisto „durry” (roślina podobna nieco do kukurydzy, a ziarno służy za mąkę). Słońce paliło ogniem, brodziłem i brodziłem szukając miejsca do zdjęcia. Jest to jedno z najtrudniejszych zdjęć w Afryce zrobionych – oby tylko się udało!
(Luksor, 17 września 1932)
O najbardziej znanym zdjęciu Kazimierza Nowaka
Przyjrzyjmy się najbardziej rozpoznawalnemu zdjęciu Nowaka, tym z okładki książki Rowerem i pieszo… Nasz bohater mozolnie pcha swój obładowany rower przez saharyjską wydmę, pozostawiając w niej głęboki ślad. Trud, Można powiedzieć, że zdjęcie to niesie symboliczną wymowę dla całej historii afrykańskiej podróży Nowaka. Jest na nim sam bohater, rower, Afryka, trud, determinacja, słowem – wszystko, co kojarzy się nam z tą historią.
Zastanówmy się, gdzie, kiedy i jak została zrobiona ta historyczna fotografia.
W jednym z archiwalnych numerów czasopisma „Ilustracja Polska” możemy znaleźć po zdjęciem następujący podpis:
Na morzu lotnych piasków pustyni Trypolitanji, o zachodzie słońca, ja – i mój wierny towarzysz – rower. Na przodzie roweru namiot, w torbie skórzanej aparat fotograficzny, a z tyłu wszystko inne, włącznie skórzanego worka z wodą, cały mój majątek… Jakże wielki jest trud posuwania się w tem morzu bezkresnym lotnych piasków!
Wiemy zatem, że zdjęcie zostało zrobione w Libii, na początku podróży. Pierwszy raz „lotne piaski”, czyli pustynię piaszczystą, Nowak napotkał na odcinku Gadames – Gat (ok. 1000 km odcinek przez pustynię bez jakiejkolwiek osady ludzkiej po drodze). Z listów do żony dowiadujemy się, że karawana, z którą pokonywał ten trudny odcinek dotarła na skraj wydm 15 stycznia 1932 r, czyli po dwóch tygodniach od startu z Gadamesu. Nowak w listach żali się żonie Marii na Alego – szefa karawany, winiąc go za zbyt wolne tempo posuwania się w kierunku celu. Na twardej hammadzie (pustyni kamienistej) rower jedzie o wiele szybciej od wielbłądów. Nowak wyprzedza więc karawanę i jedzie daleko z przodu. Chcąc jednak wspólnie nocować, musi czekać wieczorem na Alego. Pewnego razu postanowił wyspać się dłużej i wyruszyć dużo później od karawany. Jednak pod wieczór przeoczył obozowisko karawany i pojechał dalej. Ali i jego pomocnik na szczęście dostrzegli Nowaka:
i wtedy na daleki wzgórzu zobaczyłem postać czarno odbijającą na tle nieba – robiącą jakieś znaki szarpaną wichrem szmatą – Zaciekawiła mię ta tajemnicza postać – ale nic nierobiłem sobie z tego – a już bezwarunkowo nie myślałem że to Mahomet – Widzieli mię jak posuwałem się dalej na In Azar i Mahomet pobiegł zamną – ale biegł dobrze z pięć kilometrów – zanim mię dogonił – to jest zanim ja go ujrzałem.
Nowak jest uzależniony od Alego nie tylko z uwagi na znajomość terenu. Część jego bagażu jedzie bowiem na grzbiecie wielbłąda (szczególnie zapas wody i żywności). Dodatkowo Nowak korzysta z ciepłego wełnianego koca, który stary Ali pożycza mu w zaskakująco zimne noce.
Jednak stopniowo napięcie między towarzyszami karawany narasta. Pewnego dnia nasz Kazik nie wytrzymuje, zabiera zapas żywności na rower i rusza sam w drogę, postanawiając samotnie dotrzeć do Gat. Gubi jednak drogę, a zachmurzone niebo dodatkowo utrudnia mu nawigację. Spędza jedną noc samotnie, po czym wraca własnym śladem. Ostatecznie znów Ali idzie mu z pomocą, odnajdując zbłąkanego wędrowca. Ale to nie koniec przygód na tej trasie. Ok. dzień drogi przed dotarciem do Gat znów postanawia opuścić karawanę, gnany pragnieniem szybszego dotarcia na pocztę. I znów gubi drogę na pustyni, omijając Gat prawdopodobnie od wschodu. Dociera do oazy nazajutrz – od południa!
Na koniec wróćmy do zdjęcia. Zastanówmy się, jak zostało ono zrobione. Nowak wykonał je najpewniej sam, używając statywu i samowyzwalacza. Nie jest to zdjęcie tradycyjnie zapozowane. Bohater bowiem przyjął pozycję, imitując prawdziwy marsz z rowerem przez pustynię. W rzeczywistości stał w tej pozycji nieruchomo, pewnie dobrych kilkadziesiąt sekund. A co potem? Potem zapozował do drugiego, dużo mniej znanego zdjęcia…
Do zobaczenia po Świętach!
Kronika Nowaka na pewnym zdjęciu z Libii, czyli II odcinek opowieści o powstawaniu nowego albumu
Nowak w Libii spędził prawie 7 miesięcy. Wszystkie fotografie wykonał tzw. wielkoformatowym aparatem, na szklane negatywy wielkości 10x15cm (dopiero w Asuanie, czyli pod koniec podróży po Egipcie, uzyskał małoobrazkowy aparat Contax). Niestety nie dysponujemy żadnymi szklanymi negatywami z Afryki. Większość zdjęć z Libii to fotografie ilustrujące reportaże w przedwojennych gazetach oraz album Przez Czarny Ląd z 1962 r. Jakość zarówno jednych jak i drugich jest oczywiście nienajlepsza.
Mamy też ok. 10 odbitek zrobionych przez córkę Nowaka – Elżbietę
Nowak-Gliszewską (np. uliczka w Gadamesie, kobiety z Murzuk, czy „tytułowe” – Nowaka pchającego rower). Są to najczęściej tylko fragmenty oryginalnych kadrów.
Niewiele zachowało się odbitek wykonanych przez samego Nowaka. Za to te, którymi dysponujemy, są wręcz rewelacyjnej jakości. Wynika to z tego, że są to tzw. odbitki stykowe. Nowak wykonywał je w warunkach polowych na papierze 10x15cm i wysyłał do Polski jako pocztówki. Ich rozdzielczość jest bliska rozdzielczości samego negatywu, gdyż z założenia stanowią coś w rodzaju papierowej kopii negatywu. A papier fotograficzny ma wielokrotnie wyższą rozdzielczość niż współczesny druk offsetowy. Można je zatem skanować i powiększać, uzyskując fotografie świetnej jakości.
Jedną z nich jest pocztówka z podpisem o treści: Sahara. W obozie wojsk saharyjskich. Widać odpoczywające po marszu piękne „mehara”, w głębi oaza dookoła otoczona sfalowanym piaskiem. Kazimierz Nowak, Sahara 1932. Trochę mi czasu zajęło, zanim zidentyfikowałem miejsce wykonania tej fotografii jako El Auenat. Ale ciekawsza jest inna sprawa związana z tym zdjęciem. Dopiero przy bliższym przyjrzeniu się w powiększeniu dostrzegłem, że żołnierz, z którym rozmawia Nowak, przegląda pewną książkę. A tą książką jest z całą pewnością słynna księga pamiątkowa! Czyli jest to drugie zdjęcie, na którym można dostrzec tą kronikę – pierwsze jest w książce Rowerem… na s. 280. Od niedawna dysponujemy tą niezwykle cenną pamiątką. Znajdują się w niej wpisy opatrzone pieczęciami najróżniejszych osób, które Nowak napotkał w trakcie swojej podróży. Pierwsze wpisy pochodzą z czasów grubo przed afrykańską wyprawą Nowaka. Mało kto bowiem wie, że Kazik podróżował jako reporter po Europie już od 1924 roku, a pierwszy raz do Rzymu dotarł jako 15-latek (prawdopodobnie uciekł z domu). Podczas jednej z wypraw w 1927 roku zapuścił się aż do północnej Afryki. Drogą morską przypłynął do Trypolisu, a stamtąd wybrzeżem Morza Śródziemnego dotarł do Algieru. Z tej właśnie podróży pochodzi znana fotografia reklamująca fabrykę Brennabor.
Ale wracając do księgi pamiątkowej, czyli pamiętnika, jak go potocznie nazywamy – postanowiłem wykorzystać jego cenną zawartość w albumie. Skany wybranych jego kart umieszczam na stronach albumu w odpowiednich miejscach. Pieczęciom i podpisom towarzyszą często kilkuwierszowe wpisy w najróżniejszych językach. Może kiedyś uda się je wszystkie przetłumaczyć? Będzie to zapewne ciekawy materiał na osobną publikację, kto wie?… Tymczasem będą zdobić strony albumu.
Do zobaczenia za tydzień!
Dominik Szmajda
Czytaj mój blog o pracy nad albumem z afrykańskiej podróży Kazimierza Nowaka!

Od kilku miesięcy pracuję nad niezwykłą książką. Będzie to dwujęzyczny album ze zdjęciami Kazimierza Nowaka z podróży po Afryce. Wszystkich zainteresowanych tą historią zapraszam serdecznie do śledzenia bloga, który będzie się ukazywać równolegle na oficjalnej stronie poświęconej K. Nowakowi www.kazimierznowak.pl oraz tutaj.
Dla mnie, jako redaktora tej książki, dotychczasowa praca nad nią stanowi fascynującą przygodę. Lektura postępów moich prac pozwoli Wam na przeżycie jej wraz ze mną. A już dziś pierwsza część! Read the rest of this entry »
„Nad Nigrem” – wernisaż wystawy zdjęć z podróży po Mali w Warszawie, 1 X 2010 ZAPRASZAM!
Serdecznie zapraszam wszystkich chętnych na wernisaż wystawy moich zdjęć z podróży po Zachodniej Afryce! Tym razem wystawa będzie dotyczyć fragmentu mojej podróży – rejsu po rzece Niger. Wspominam ten etap jako szczególnie egzotyczny. Brzegi Nigru, trzeciej co wielkości rzeki Afryki, zamieszkuje ludność z różnych plemion, ale najbardziej charakterystycznymi są Bozo – zajmujący się połowem ryb. Zgodnie z tradycją, tylko im wolno łowić ryby, choć jak twierdzą niektórzy, coraz częściej obyczaj ten jest łamany przez inne plemiona – Fula i Sorai. O tym i o innych ciekawostkach z nad Nigru opowiem na wernisażu w trakcie multimedialnego pokazu zdjęć, specjalnie przygotowanego na tą okazję.
Data: 1 października 2010, godz. 19.00 (piątek)
Miejsce: „Komis Café”, ul. Świętokrzyska 5, Warszawa






Zapraszam do lektury wywiadu ze mną dla portalu Peron4 na temat albumu Kazimierza Nowaka!


