Trasa wyprawy przez Ural Polarny
Pokaż Ural Polarny na większej mapie
(mój) Ural Polarny na stronie Crosso!
Ural Polarny – II część relacji z wyprawy
Wróciłem!
W nocy z 15 na 16 lipca wróciłem do rodzinnego Poznania po miesięcznej podróży przez Ural Polarny. Przywiozłem ze sobą całe mnóstwo wrażeń, którymi oczywiście chcę się z Wami podzielić! Wyprawa, w formie, na którą się zdecydowałem, fizycznie wymęczyła mnie solidnie. Szczególnie pchanie obładowanego roweru przez grząską tundrę dało mi się we znaki. Ale co tam! Było warto!
Przywiozłem 50GB zdjęć i filmów, które chcę wykorzystać na różne sposoby. Myślę o wystawie fotografii, prezentacjach festiwalowych, filmie z podróży, relacjach w prasie, a może nawet publikacji książkowej. O tym wszystkim będę Was na bieżąco informował na łamach tej strony, więc zachęcam do zaglądania.
A tymczasem zapraszam do obejrzenia I części skrótu slajdowego z wyprawy…
Zaraz wyjeżdżam na Ural

Godzina zero zbliża się nieubłaganie. za dwie-trzy godzinki powinienem siedzieć już w aucie w drodze do Warszawy. Jutro o 6.50 mam samolot do Moskwy. Najbardziej się obawiam podróży z lotniska na dworzec kolejowy – kolejka podmiejska, metro, na stacji Paweleckaja ma czekać na mnie Pani Larisa z biletem na pociąg do Salechardu. Niby nie jest to wielce skomplikowane, ale gdy spojrzeć na mój bagaż, to operacja nie wydaje się już tak trywialna.
Rower udało mi się spakować w karton o rozmiarach iście kompaktowych - 120x80x25 cm. Na lotnisku w Moskwie wyciągnę z kartonu swego rodzaju wózeczek, który umożliwi mi ciągnięcie kartonu na kółkach (dzieło mojego taty i p. Hirka – dziękuję!). Oprócz tego mam 5 sakw spakowanych w „ruską” (a jakże) torbę. Mam też taki worko-plecak, gdzie na siłę wepchnę wszystkie sakwy i teoretycznie mogę to nieść na plecach (30 kg).
No właśnie. Osobną kwestią są limity bagażu. Jeżeli LOT się uprze, to przyjdzie mi zapłacić za nadbagaż (za rower płacę i tak 50 Euro w jedną str.). Ubiorę się we wszystkie najcięższe rzeczy. Już zrezygnowałem z ryżu, makaronu i kaszy oraz słodyczy – 3 kg mniej! Kupię w Rosji, a co tam.
Oczywiście mnóstwo spraw przed wyjazdem, jeszcze dwie godziny pracy. Trudno tego uniknąć. Trzeba by brać urlop. np na 3 dni przed wyjazdem, żeby ze spokojem się spakować, dopiąć wszystkie organizacyjne sprawy, a tak nakładają się zobowiązania zawodowe, trzeba wszystko „wypchnąć” przed wyjazdem, bo jak nie, to dopiero za miesiąc.
Dlatego rozpisywać się już dalej nie będę. Chciałbym już być w tym pociągu do Salechardu, lub u moich hostów z coucherfingu – Aleny i jej męża, którzy wspaniałomyślnie załatwiają mi pozwolenie na wjazd w strefę przygraniczną (tak, Morze Karskie to zagranica).
Dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków, dziękuję także moim sponsorom – firmie Crosso, która przekazała mi komplet świetnych sakw, oraz firmie Alpinbike, która udzieliła mi rabatu na sakwę na kierownicę i bagażnik przedni „Sport Arsenal”
Po prostu CZAD na Włóczykiju
„Włóczykij” to jeden z najbardziej popularnych festiwali podróżniczych, gdzie można obejrzeć dziesiątki prezentacji z najróżniejszych wypraw, uczestniczyć w spotkaniach z podróżnikami, dziennikarzami, autorami najnowszych książek o tematyce około podróżniczej. Organizatorzy zaprosili także i moją skromną osobę. Zatem z wielką przyjemnością zapraszam wszystkich chętnych na prezentację filmu „Po prostu CZAD”, która będzie miała miejsce w sobotę 25 lutego o godz. 15.00 w Gryfińskim Domu Kultury (Gryfino).
Krótki przewodnik po Czadzie
Mało Czadu w Internecie! Mało. Trudno znaleźć coś aktualnego, informacji przydatnych dla podróżników brak.
Dlatego przysiedziałem i napisałem tutaj garść informacji praktycznych i szumnie je zatytułowałem „Krótkim przewodnikiem po Czadzie”. Na końcu przedstawiłem też naszą lipcową wyprawę korzystając z googlowych narzędzi.
Zapraszam!



